Zastanawiam się ile w stanie jest znieść człowiek, który kogoś kocha...
Moje życie uczuciowe ostatnimi czasy zaczęło przypominać domek z kart. Masz talię, budujesz z niej domek. Udaje Ci się. Cieszysz się z odniesionego sukcesu. Nagle od strony okna Twoją budowlę dobiega powiew wiatru i ją niszczy. Tyle starań na darmo. I znów w trudzie zaczynasz go budować, by za chwilę znowu runął. Tak można w nieskonczoność...

Zastanawiam się czy jest jakiś limit na miłość - limit na wybaczanie, limit na wyciągnięcie dłoni w stronę ukochanej osoby, limit na ilość popełnianych błędów...
"Miłość wybacza wszystkie grzechy, lecz nigdy grzechów przeciw niej". Które zatem są te grzechy nie do przebaczenia? Czy ja i Dawid już się ich dopuścilismy?
"Mówią, ze miłość umiera między ludźmi. To nie rpawda, opuszcza jedynie człowieka, gdy na nią nie zasługuje". Czy to znaczy, ze nie zasługiwałam na Dawida, skoro tak bez trudu przyszło mu mnie zostawić? Skoro jego uczucie wygasło?
Tak wiele mysli kłębi się w mojej głowie, czasem sa to myśli będące sobie zupełnie przeciwstawnymi.
Dawid odmienił moje życie, wnosząc w nie nadzieję... U jego boku poczułam się innym. Uwierzyłam, ze marzenia mogą się spełniać jeśli tylko bardzo mocno się w nie wierzy. Marzenia o szcześciu, o bliskości drugiego człowieka...
Nigdy nie myślałam, ze będąc obok kogoś serce może bić aż tak mocno, jakby ze wszystkich sił chciało wyrwać się z klatki piersiowej i znaleźć przy nim. Nigdy nie sądziłam, ze aż do tego stopnia można za kimś tęsknić, tak by każdy dzień bez niego, nawet ten najbardziej pogodny, był szarym.
Myślałam, ze poznałam już miłość, zasmakowałam jej, ale to, co rpzeżyłam do tej pory nawet w niewielkim stopniu nie oddaje tego, co dzieje się w moim wnętrzu odkąd poznałam Dawida...
Swego czasu próbowałam rozmawiać z nim o swoich uczuciach. Były chwile, kiedy czułam, ze czuje podobnie jak ja i myśli tak samo. I równie wiele było takich, kiedy wydawało mi się, ze moje słowa trafiały jak groch o ścianę. A teraz już nigdzie nie trafiają... Nie ma go... Zostają w moim wnętrzu, zadając ból i próbując wydostać się na zewnątrz...
Ostatnie dni odwróciły wszystko do góry nogami. Praktycznie nie przestaję płakać. Moje oczy stały się czerwone. Ukrywam się po kątach, by rodzice nie widzieli moich łez, by nie dopytywali dlaczego, zmuszając tym samym do rozgrzebywania ran.
Myślałam, ze wszystko zmeirza ku dobremu. Zaczeliśmy się dogadywać (tak mi się wydawało). Mieliśmy spotkać się wieczorem. czekałam. Spóźniał się - rzadko kiedy mu się to zdarzało i nigdy aż tak długo. W końcu sms, ze spóźni się ok. 10 minut. Zatem czekałam. Każda minuta wydawała się być całą wiecznością...
Kolejny sms: "...ale sluchaj jaki motyw..." Pierwszy raz od bardzo dawna wyczułam ironię w jego słowach. Intuicja zapaliła czerwoną lampkę ostzregawczą. Kolejny sms: "gadałem dzisiaj z jednym z twoich byłych facetów. Lepsze określenie to "niedoszły sponsor"". Cała zamarłam. Stałam jak wryta wpatrując się w ekran telefonu komórkowego. Zupłenie nic nie rozumiałam, przecież nie mielismy wspólnych znajomych, a tym bardziej nie znaliśmy swoich byłych. Ale nie to było w tym sms-ie najgorsze. W pamięci najbardziej wyryły mi się słowa "niedoszły sponsor". Czułam jak nogi się pode mną uginają. Łzy napłynęły do oczu. "Sponsor"... A co ja dziwka?
W życiu nie mogłabym być z mężczyzną dla pieniędzy. W życiu z nikim dla pieniędzy nie byłam. Wychodząc z kimś nigdy nie prosiłam by mi coś kupowano, chyba, ze chłopak sam wychodził z taką inicjatywą.
Skąd, więc to stwierdzenie?
Nie sądziłam, ze ludzie mogą być tak okrutni.
Z niepokojem wypatrywałam tramwaju w nadziei, ze porozmawiam z Dawidem. Rozpaczliwie dopytywałam w sms-ach, kiedy będzie. W kolejnym sms-ie napisał: "szkoda, ze do Klimatika nie chodziłem to bysmy się wcześniej poznali, bo kasy zawsze miałem za dużo".
Tego już nie byłam w stanie znieść. Zapragnęłam zniknąć, zaszyć się gdzieś, gdzie nie ma nikogo. Pamiętam jak dziś, chwiejnym krokiem szłam w stronę parku krakowskiego, tego samego, w którym pierwszy raz się z nim spotkałam. W głowie miałam coraz większy mętlik. Pytałam "kto to był", "kto mógł mnie aż tak nienawidzić by nagadać takich oszczerstw pod moim adresem"? Climatica nie ma już od jakichś 6 może 7 lat. Od jego zamknięcia kontakty ze znajomymi stamtąd się urwały.
Z nikim z tamtego klubu nie byłam parą. Owszem zdarzyło się z kimś coś kręcić, może nawet spotykać, ale nic poza tym. Z resztą po ile lat wtedy mieliśmy 16? 17? - jeszcze dzieciaki!
Kompletnie nie przychodziło mi do głowy, kto mógł pragnąć mnie tak upokorzyć, przed mężczyzną, którego kocham. Po tak dlugim okresie czasu wciąż żywić urazę i opowiadać takie bajki.
A najgorsze, ze Dawid w to uwierzył! Dla niego zawsze ważniejsze było, co mówili i radzili inni, niż jego dziewczyna! Teraz byłam / jestem dla niego pospolitą ścierką.
I jeszcze ten sms, że miał "za dużo kasy"...
Nigdy nie interesowały mnie jego pieniądze! Jak dla mnie mógł być nawet biedny jak mysz kościelna, zależało mi na nim.
Bolały mnie te słowa - bardzo. W życiu nie czułam się tak poniżona i zmieszana z błotem. Nie zasłużyłam na to.
Ale najgorsze dopiero napisał: "no nie marznij tyle. Skocz na rynek szukać innego frajera. Fakt sporo już na ciebie wydałem, ale przynajmniej doświadczenie życiowe jest :) Za tę kasę miałbym 3 kurewki i jeszcze na szlugi by starczyło".
To był szczyt chamstwa. W życiu o nic go nie prosiłam. Nie prosiłam żeby zabierał mnie do klubów i kupował drinków z 'górnej półki" ani wielkiego pluszaka. Sam to robił, a teraz takie wyrzuty!
Poczułam się taka maleńka... złość, gniew, a zarazem wielka frustracja i poczucie bezsilności.
Jak ludzie moga być tak okrutni? Jak trzecia osoba może być tak pozbawioną skrupułów żeby rozpowiadać takie kłamstwa? Jak Dawid mówiąc, ze mnie kocha mógł uwierzyć w te bajki, a potem tak obrażać w sms-ach?
Moje słowa nic nie znaczyły, nie ważne, ze mówiłam prawdę. To doskonały przykład na to, jak życie jest niesprawiedliwe. Bądź fer wobec ludzi, a ci jeszcze Cię zeszmacą.
Nie myślałam, ze Dawid uwierzy w takie plotki, i do tego tak łatwo! To tak jakbym ja spytała jakąś jego była dziewczyne: "co sądzisz o Dawidzie", a ta rozstawszy się z nim w nienajlepszych stosunkach, zwyzywała go od najgorszych. W życiu bym nie uwierzyła, a bynajmniej próbowała wyjaśnić jej słowa z nim, by znać obie wersje. Skąd mam mieć pewność, że mówiła prawdę?
Z Dawidem wiązałam wiele moich nadziei. W ten weekend mieliśmy jechać w góry. Nasz pierwszy wspólny wyjazd. Tylko ja i on. Tak bardzo się cieszyłam. nawet specjalnie an tę okazję kupiłam sobie komplecik do spania... Wszystko by mu się podobać...
Tak bardzo pragnęłam jego bliskości... Jego pocałunków, dotyku, słów... i jego spojrzenia, przeszywajacego każdy milimetr mojego ciała... Ale najbardziej pragnęłam jego - jego tylko dla siebie z dala od zgiełku miasta, tłoku klubów, pracy, i tego nieszczęsnego mieszkania (do, którego nawet mnie nie raczył zaporosić)...
Los zdecydował inaczej. Weekend spędzam sama w domu zadręczajac się myślami dlaczego tak się stało...
Co wieczór zastanawiam się, gdzie teraz jest i co robi? czy się z kimś spotyka? czy ma kogoś innego?
Dodatkowo sfrustrowała mnie rozmowa z Anką, która stwierdziła, ze skoro wolał wynająć mieszkanie z 'kumplem' i dalej mnie tam nie zaprosił, to pewnie nie ma żadnego kumpla a mieszkanie wynajął z dziewczyną, a ja mam być tylko odskocznią dla niego.
Czy mógłby być do tego zdolny? Mnie wyzywa od szmat a sam zdradzałby swoją dziewczynę ze mną?
Tak trudno mi to przyjąć do wiaodmości. Tak bardzo mi go brakuje, tak abrdzo chcę by tu był... ;(