Kategorie: Wszystkie | Listy | Ludzie | Moje życie | Uczucia | Świat
RSS
środa, 10 marca 2010
Kartka z pamiętnika

Pierwszy dzień stażu.

Do zarządu przyjechałam na dłuższą chwilę przed większością pracowników.

W kadrach załatwiłam wszystkie formalności - decyzja lekarza, ze mogę podjąć staż i lista obecności.

Z kadr trafiłam pod opiekę pani Bożeny. Bardzo sympatyczna kobieta w średnim wieku. Oprowadziła mnie po zarządzie rpzedstawiając wszystkim pracownikom. Poczułam się tak jakbym stała się członkiem jednej wielkiej rodziny.

Struktura wiekowa pracowników jest bardzo szeroka, począwszy od świeżo upieczonych albolwentów uczleni skończywszy na starych wygach...

Z Ania, z którą jestme w pokoju przez pół dnia podśmiechiwałyśmy się z takiego Piotrka z pokoju obok. Biurowy casanova...

Pod koniec dnia spotkała mnie wielka niespodzianka. Z resztą sama teraz nie wiem, czy powinnam się cieszyć...

Po tygodniu milczenia Dawid odpisał na sms-a. Zaczęłam powoli już tracić nadzieję, że jeszcze kiedyś zamienimy chociaż kilka zdań ze sobą (czyżby moje modlitwy zostały wysłuchane?)

Niestety dalej wierzył w opowiedziane mu bajki.

Co z tego, ze przysięgałam na życie rodziców, ze go nie okłamałam i bardzo go kocham? Dla niego to za mało.

Nie wiem jakiej podłości musiała się dopuścić osoba, która nagadała mu tych głupot, ale z całego zranionego serca życzę jej by kiedyś ktoś potraktował ją identycznie jak ona mnie. Pierwszy raz tak bardzo pragnę czyjegoś cierpienia, by ta osoba starciła wszystko, to co dla niej ważne, tak jak ja straciłam przez nią miłość swojeog życia ;(...

Nie mam już amrzeńani nadziei. Mimo, ze wiele rzeczy w moim życiu zaczyna się kreować cuzję wrakiem człowieka.

Wszystko podporządkowałam temu związkowi, aż sama niedowierzam, że po dwóch miesiącach z taką pewnością mogę stwierdzić, że to była osoba, z którą chciałam być już na zawsze...

Kolejny raz miłość dała mi solidnego kopa w tyłek.

Nadal go kocham ponad wszystko, ale tak bardzo się boję, ze nawet jeśli wrócilibyśmy do siebie, ze znowu ktoś albo jakaś plotka okaża się dla niego ważniejsze niż ja ;(... To tak bardzo boli!

Nie zaakceptuję jego znajomości z tym oszczercą, ani mieszkania pod pretekstem usamodzielnienia się.

Tak chcę mieć chłopaka tylko dla siebie, móc schronić się w jego ramionach by poczuć tam bezpiecznie, mieć w nim oparcie... czuć...

Chociaż kocham go ze wszystkich sił, wiem że jego uczucie do mnie nie ejst tak silne. Nie zrezygnuje dla mnie z tych rzeczy, które dla mnie mają takie ogromne znaczenie ;(... Ja się nie liczę...

I kogo to obchodzi, że za nim tęsknie? ;(

zostawiłam mu linka do tego bloga. Nie wiem czy dobrze robie, boje się, że moje uczucia kolejny raz zostaną znieważone i wyśmiane ;(

poniedziałek, 08 marca 2010
Kartka z pamiętnika

Wczorajszy dzień śmiało mogę zaliczyć do kolejnych z cyklu refleksji i użalania się nad sobą.

Poczucie małości, poniżenia i bezradności, a co najgorsze poczucie ogromnej pustki - taka czarna dziura. Samotność, pomimo, iż otacza mnie tak wielu życzliwych ludzi, czuję się jakby nikogo obok mnie nie było, bo nie ma jego.

Monika i Paweł namówili mnie by iść  na rynek dom kościoła. Tak bardzo nie chciałam nigdzie wychodzić. Planowałam iść do mnie na mszę a potem prosto do domu. Nie wyszło. Pojechaliśmy na rynek do Mariackiego.

Potrzebowałam nie tyle nabożeństwa, co miejsca, w którym mogłabym osiągnąć spokój ducha, wyciszyć targające moim wnętrzem emocje. Niektórym może wydać się to dziwne / śmieszne, ale kościół jest dla mnie właśnie takim miejscem - schronieniem. Bywają dni, ze sama z siebie tam zaglądam, ot tak z potrzeby serca. Wierzę w to, ze Bóg zlituje się nade mną i oświeci mnie, da mi jakąś radę. Niekiedy to pomaga - dodaje sił.

Z kościoła poszliśmy do Ministerstwa, kubu, który tak bardzo kojarzy mi się z Dawidem. Tyle czasu tam z nim spędziłam, przytulając się i całując. Tyle nadziei tam się zrodziło. Nadziei, których wciąż nie potrafię w sobie zabić.

Nie powinnam, ale czuję się winną. Nienawidzę siebie, ze nie byłam w stanie nic zrobić by był ze mną, by mnie kochał.

Doskonale rozumiem, ze do miłości nie można zmusić, ale mój rozum i moje serce jakby nie chciały się z tym pogodzić.

Nie wytrzymałam długo w Ministerstwie. Monia i Paweł jeszcze zostali.

Jakby tego było mało w tramwaju obok mnie siedziała para. I słowa tego chłopaka: "kobieta to najważniejsza osoba w życiu faceta. Powinna być adorowana, czuć bezpieczeństwo, szacunek..." Aż poczułam ucisk w sercu. Od razu przypomniały mi się sms-y Dawida, pełne pogardy i obrazy. Przypomniało, ze wolał wynająć meiszkanie z kumplem, zamiast myśleć o nas, o ile w ogóle to był kumpel a nie jego dziewczyna.

I znowu zabolało. Dawid nigdy nie myślał o mnie w tych kategoriach, bynajmniej nigdy mi tego nie okazał.

Przez całą droge tramwajem z trudem powstrzymywałam łzy. To tak abrdzo bolało. Dlaczego Dawid nie mógł być takim mężczyzną? Dlaczego?! Dlaczego?!

Ciągle tęsknię...

Nie umiem żyć bez niego. Czuję, że umarła jakaś cząstka mnie. Kazdego dnia utwierdzam się w tym rpzekonaniu.

Gdy tylko wysiadłam, poryczałam się jak bóbr. Tego nie dało się ukryć. W domu widzieli mnie zapłakaną. Bez trudu domyślili się, ze chodzi o niego...

Wieczorem znowu się skatowałam. Nie wytrzymałam. Napisałam mu o tym jak się cuzję i jak mi źle bez niego. Wiem, że to żałosne. Żebrać o miłość. Nic nie odpisał.

Dzisiaj dzień kobiet. Liczyłam, że może wyśle chociaż życzenia. Łudziłam się. Jestem mu zupełnie obojętna.

Dostałam wiele życzeń, ale nie te, na które najbardziej czekałam...

Dawid tęsknie... ;(

niedziela, 07 marca 2010
Kartka z pamiętnika

Kolejny dzień bez Dawida. To już 5 dni odkąd widziałam go ostatni raz. 5 dlugich dni odkąd mieliśmy okazję rozmawiać. 5 zdajacych się być nieskonczonością dni odkąd mnie nie przytulał ani całował...

Z każdym kolejnym dniem zamaist być mi łatwiej, jest coraz ciężej. Czuję, że powoli tracę chęć do życia. z każdą chwilą ogarnia mnie coraz większa frustracja. uczucie tęsknoty i myśli o nim nie opuszczają mnie anwet na chwilę.

Co teraz robi? Co się z nim dzieje? Z kim teraz jest? Czy myśli o mnie? Czy tęskni?

Próbowałam udawać silną - nie potrafię. Chciałam unieść się dumą, podnieść się po upadku i iść dalej - nie daję rady. Mimo, iż mija czas u mnie nic się nie zmienia. Tkwię w maraźmie, wciaż się łudzę...

Każdy dźwięk telefonu rozbudza we mnie zadzieję, ze się odezwie (głupia ja, pewnie nawet już nie ma mojego numeru!). Na chwilę. Zerknąwszy na wyświetlacz w telefonie więdzę sms-a od przyjaciółki. Nawet nie odpisuję...

Wyzwanie kobiety od szmat, jest najgorszą obrazą, jaka może spotkać ze strony mężczyzny. Dawid pozostał bez skrupułów nazywajac mnie tak. Doskonale wiedział jakim ucuciem go darzę, a mimo to wbił mi nóż prosto w serce.

Przy nim utraciłam swoją godność i dumę. To uczucie, które się we mnie zrodziło zmieniło moje życie. Jest tak silne, ze cokolwiek bym nie zrobiła i tak z nim nie wygram, nie dam rady go zabić. Dawid o tym wiedział i wykorzystywał ten fakt. Robił ze mną, co chiał. Nie liczył z moimi uczuciami, bo po co, przecież kocham go tak bardzo, ze wszystko wybaczę i wrócę jakkolwiek mnie nie potraktuje. Z chwilą, gdy sobie to uświadamiam łzy same płyną mi z oczu.

Żebrać o miłość... Żebrać o każde słowo, każdy dotyk, każdy pocałunek, każda chwilę uwagi... Żebrać o niego... Wyzbyć się dumy i godności istoty ludzkiej - honoru...

Taka właśnie się stałam - słaba...

Miłość to najpiękniejsza rzecz jaka moze spotkać człowieka w życiu, lecz tylko wtedy, gdy jest odwzajemniona, w rpzeciwnym wypadku staje się naszym 'katem'.

Każda moja myśł oscyluje wokół Dawida...

Czuję należę tylko do niego i, ze z nikim innym nie mogłabym być szczęśliwa.

Przy nim jak przy nikim innym zapregnęłam się ustatkować. Pojawiły się myśli o stworzeniu rodziny... Nie chcę nikogo innego...

Wieczorami klękam przy łóżku i odmawiam różaniec. Proszę Boga by zwrócił mi miłość mojego życia. Wszystko inne zawiodło, teraz tylko On może mi pomóc. Wiara. Nigdy, nie myślałam, ze mam jej aż tak wiele. Chodziłam do kościoła, modliłam się, ale jakoś szczególnie pobożną nigdy nie byłam. A teraz tak mocno wierzę, że w Bogu moja jedyna nadzieja na odzyskanie go.

Miłość zmienia ludzi, wyzwala w nich najlepsze cechy. By móc kochać potrzeba wiele szlachetności i bardzo niewiele egoizmu...

Teraz moim najlepszym 'przyjacielem' stał się pluszowy miś, którego dostałam od Dawida. Zasypiam wtulona w niego. Przyciskam mocno do siebie i wypłakuję się. To jedyna pamiątka prócz wspomnień jaka mi po nim została.

Tęsknota za Dawidem jest silna, ze gdy tylko zoabczyłam, go wczoraj na GG serce zaczęło mi bić jak oszalałe. Chcicałam napisać...

On pewnie anwet nie zdaje sobie sprawy jak bardzo wiele dla mnie znaczy... - dla niego jestem nikim ;(

Wieczorem złamałam się. Zapragnęłam usłyszeć jego głos. Chciałam zadzwonić, al eskończyło się na wysłaniu sygnału. Jakież to dziecinne z mojej storny!

Zaczynam nienawidzieć samą siebie.

Tak bardzo pragnę by Dawid był tu przy mnie już na zawsze... ;(

sobota, 06 marca 2010
Kartka z pamiętnika

Zastanawiam się ile w stanie jest znieść człowiek, który kogoś kocha...

Moje życie uczuciowe ostatnimi czasy  zaczęło przypominać domek z kart. Masz talię, budujesz z niej domek. Udaje Ci się. Cieszysz się z odniesionego sukcesu. Nagle od strony okna Twoją budowlę dobiega powiew wiatru i ją niszczy. Tyle starań na darmo. I znów w trudzie zaczynasz go budować, by za chwilę znowu runął. Tak można w nieskonczoność...

Zastanawiam się czy jest jakiś limit na miłość - limit na wybaczanie, limit na wyciągnięcie dłoni w stronę ukochanej osoby, limit na ilość popełnianych błędów...

"Miłość wybacza wszystkie grzechy, lecz nigdy grzechów przeciw niej". Które zatem są te grzechy nie do przebaczenia? Czy ja i Dawid już się ich dopuścilismy?

"Mówią, ze miłość umiera między ludźmi. To nie rpawda, opuszcza jedynie człowieka, gdy na nią nie zasługuje". Czy to znaczy, ze nie zasługiwałam na Dawida, skoro tak bez trudu przyszło mu mnie zostawić? Skoro jego uczucie wygasło?

Tak wiele mysli kłębi się w mojej głowie, czasem sa to myśli będące sobie zupełnie przeciwstawnymi.

Dawid odmienił moje życie, wnosząc w nie nadzieję... U jego boku poczułam się innym. Uwierzyłam, ze marzenia mogą się spełniać jeśli tylko bardzo mocno się w nie wierzy. Marzenia o szcześciu, o bliskości drugiego człowieka...

Nigdy nie myślałam, ze będąc obok kogoś serce może bić aż tak mocno, jakby ze wszystkich sił chciało wyrwać się z klatki piersiowej i znaleźć przy nim. Nigdy nie sądziłam, ze aż do tego stopnia można za kimś tęsknić, tak by każdy dzień bez niego, nawet ten najbardziej pogodny, był szarym.

Myślałam, ze poznałam już miłość, zasmakowałam jej, ale to, co rpzeżyłam do tej pory nawet w niewielkim stopniu nie oddaje tego, co dzieje się w moim wnętrzu odkąd poznałam Dawida...

Swego czasu próbowałam rozmawiać z nim o swoich uczuciach. Były chwile, kiedy czułam, ze czuje podobnie jak ja i myśli tak samo. I równie wiele było takich, kiedy wydawało mi się, ze moje słowa trafiały jak groch o ścianę. A teraz już nigdzie nie trafiają... Nie ma go... Zostają w moim wnętrzu, zadając ból i próbując wydostać się na zewnątrz...

Ostatnie dni odwróciły wszystko do góry nogami. Praktycznie nie przestaję płakać. Moje oczy stały się czerwone. Ukrywam się po kątach, by rodzice nie widzieli moich łez, by nie dopytywali dlaczego, zmuszając tym samym do rozgrzebywania ran.

Myślałam, ze wszystko zmeirza ku dobremu. Zaczeliśmy się dogadywać (tak mi się wydawało). Mieliśmy spotkać się wieczorem. czekałam. Spóźniał się - rzadko kiedy mu się to zdarzało i nigdy aż tak długo. W końcu sms, ze spóźni się ok. 10 minut. Zatem czekałam. Każda minuta wydawała się być całą wiecznością...

Kolejny sms: "...ale sluchaj jaki motyw..." Pierwszy raz od bardzo dawna wyczułam ironię w jego słowach. Intuicja zapaliła czerwoną lampkę ostzregawczą. Kolejny sms: "gadałem dzisiaj z jednym z twoich byłych facetów. Lepsze określenie to "niedoszły sponsor"". Cała zamarłam. Stałam jak wryta wpatrując się w ekran telefonu komórkowego. Zupłenie nic nie rozumiałam, przecież nie mielismy wspólnych znajomych, a tym bardziej nie znaliśmy swoich byłych. Ale nie to było w tym sms-ie najgorsze. W pamięci najbardziej wyryły mi się słowa "niedoszły sponsor". Czułam jak nogi się pode mną uginają. Łzy napłynęły do oczu. "Sponsor"... A co ja dziwka?

W życiu nie mogłabym być z mężczyzną dla pieniędzy. W życiu z nikim dla pieniędzy nie byłam. Wychodząc z kimś nigdy nie prosiłam by mi coś kupowano, chyba, ze chłopak sam wychodził z taką inicjatywą.

Skąd, więc to stwierdzenie?

Nie sądziłam, ze ludzie mogą być tak okrutni.

Z niepokojem wypatrywałam tramwaju w nadziei, ze porozmawiam z Dawidem. Rozpaczliwie dopytywałam w sms-ach, kiedy będzie. W kolejnym sms-ie napisał: "szkoda, ze do Klimatika nie chodziłem to bysmy się wcześniej poznali, bo kasy zawsze miałem za dużo".

Tego już nie byłam w stanie znieść. Zapragnęłam zniknąć, zaszyć się gdzieś, gdzie nie ma nikogo. Pamiętam jak dziś, chwiejnym krokiem szłam w stronę parku krakowskiego, tego samego, w którym pierwszy raz się z nim spotkałam. W głowie miałam coraz większy mętlik. Pytałam "kto to był", "kto mógł mnie aż tak nienawidzić by nagadać takich oszczerstw pod moim adresem"? Climatica nie ma już od jakichś 6 może 7 lat. Od jego zamknięcia kontakty ze znajomymi stamtąd się urwały.

Z nikim z tamtego klubu nie byłam parą. Owszem zdarzyło się z kimś coś kręcić, może nawet spotykać, ale nic poza tym. Z resztą po ile lat wtedy mieliśmy 16? 17? - jeszcze dzieciaki!

Kompletnie nie przychodziło mi do głowy, kto mógł pragnąć mnie tak upokorzyć, przed mężczyzną, którego kocham. Po tak dlugim okresie czasu wciąż żywić urazę i opowiadać takie bajki.

A najgorsze, ze Dawid w to uwierzył! Dla niego zawsze ważniejsze było, co mówili i radzili inni, niż jego dziewczyna! Teraz byłam / jestem dla niego pospolitą ścierką.

I jeszcze ten sms, że miał "za dużo kasy"...

Nigdy nie interesowały mnie jego pieniądze! Jak dla mnie mógł być nawet biedny jak mysz kościelna, zależało mi na nim.

Bolały mnie te słowa - bardzo. W życiu nie czułam się tak poniżona i zmieszana z błotem. Nie zasłużyłam na to.

Ale najgorsze dopiero napisał: "no nie marznij tyle. Skocz na rynek szukać innego frajera. Fakt sporo już na ciebie wydałem, ale przynajmniej doświadczenie życiowe jest :) Za tę kasę miałbym 3 kurewki i jeszcze na szlugi by starczyło".

To był szczyt chamstwa. W życiu o nic go nie prosiłam. Nie prosiłam żeby zabierał mnie do klubów i kupował drinków z 'górnej półki" ani wielkiego pluszaka. Sam to robił, a teraz takie wyrzuty!

Poczułam się taka maleńka... złość, gniew, a zarazem wielka frustracja i poczucie bezsilności.

Jak ludzie moga być tak okrutni? Jak trzecia osoba może być tak pozbawioną skrupułów żeby rozpowiadać takie kłamstwa? Jak Dawid mówiąc, ze mnie kocha mógł uwierzyć w te bajki, a potem tak obrażać w sms-ach?

Moje słowa nic nie znaczyły, nie ważne, ze mówiłam prawdę. To doskonały przykład na to, jak życie jest niesprawiedliwe. Bądź fer wobec ludzi, a ci jeszcze Cię zeszmacą.

Nie myślałam, ze Dawid uwierzy w takie plotki, i do tego tak łatwo! To tak jakbym ja spytała jakąś jego była dziewczyne: "co sądzisz o Dawidzie", a ta rozstawszy się z nim w nienajlepszych stosunkach, zwyzywała go od najgorszych. W życiu bym nie uwierzyła, a bynajmniej próbowała wyjaśnić jej słowa z nim, by znać obie wersje. Skąd mam mieć pewność, że mówiła prawdę?

Z Dawidem wiązałam wiele moich nadziei. W ten weekend mieliśmy jechać w góry. Nasz pierwszy wspólny wyjazd. Tylko ja i on. Tak bardzo się cieszyłam. nawet specjalnie an tę okazję kupiłam sobie komplecik do spania... Wszystko by mu się podobać...

Tak bardzo pragnęłam jego bliskości... Jego pocałunków, dotyku, słów... i jego spojrzenia, przeszywajacego każdy milimetr mojego ciała... Ale najbardziej pragnęłam jego - jego tylko dla siebie z dala od zgiełku miasta, tłoku klubów, pracy, i tego nieszczęsnego mieszkania (do, którego nawet mnie nie raczył zaporosić)...

Los zdecydował inaczej. Weekend spędzam sama w domu zadręczajac się myślami dlaczego tak się stało...

Co wieczór zastanawiam się, gdzie teraz jest i co robi? czy się z kimś spotyka? czy ma kogoś innego?

Dodatkowo sfrustrowała mnie rozmowa z Anką, która stwierdziła, ze skoro wolał wynająć mieszkanie z 'kumplem' i dalej mnie tam nie zaprosił, to pewnie nie ma żadnego kumpla a mieszkanie wynajął z dziewczyną, a ja mam być tylko odskocznią dla niego.

Czy mógłby być do tego zdolny? Mnie wyzywa od szmat a sam zdradzałby swoją dziewczynę ze mną?

Tak trudno mi to przyjąć do wiaodmości. Tak bardzo mi go brakuje, tak abrdzo chcę by tu był... ;(

sobota, 27 lutego 2010
Start!

Homo sum; humani nil a me alienum puto...

( człowiekiem jestem i nic, co ludzkie nie jest mi obce...)

 


 

Blog zawierający refleksje na temat ludzkiej egzystencji i uczuć.

 

To tyle na początek

Acjar